• Twój koszyk
  • Koszyk pusty
do koszyka

Życie w Norwegii. Gdy przestrzeni za dużo, a za oknem ciemno

Życie w Norwegii. Gdy przestrzeni za dużo, a za oknem ciemno
 

Jest ich nieco ponad 5 milionów. Czyli ośmiokrotnie mniej niż nas, Polaków. Zamieszkują zaś większe powierzchniowo terytorium. I to nie mało większe. Przy naszych 312 000 km² ichniejsze 385 000 km² jawią się naprawdę zjawiskowo. Na jeden kilometr kwadratowy powierzchni przypada więc ledwo 15 mieszkańców. U nas 123. Jest różnica, prawda?

Norwegowie, bo to o nich dziś mowa, naprawdę mają czym gospodarować. Pojęcie przestrzeni w ich przypadku nabiera zupełnie innego znaczenia. I widać to również w formie zagospodarowywania wnętrz. Aranżacji powierzchni zamkniętych. Dziś przyjrzymy się przeciętnemu domowi na przedmieściach Oslo. Zapraszam do środka!

Pierwsze, co rzuca się w oczy – od razu po przejściu progu – to bardzo duży udział elementów drewnianych. Sam dom jest wprawdzie murowany. Ale już framugi, listwy, belki podtrzymujące sufit – wszystko to w jasnym drewnie. Bardzo gustownie i dyskretnie uzupełniające ściany, kąty, czy wypustki.

Do drewnianej aranżacji nie pasowałyby w tej sytuacji żadnej innej schody, jak właśnie z jasnego drewna. Szerokie, z poręczą, skręcone niczym w zamkowej wieży.

Dom jest jasny. To ważne. Pamiętajmy, że światło w Norwegii jest towarem deficytowym. Połowa roku spędzona w ciemności ze względu na bardzo krótkie dni zimą sprawia, że gdzie tylko mogą, Norwegowie, starają się wrzucić do wnętrza kolejną wiązkę światła z zewnątrz. Stąd możliwie wiele okien. Stąd szerokie gabarytowo skrzydła. Stąd praktycznie wyłącznie jasne meble. Białe szafki. Jasno-szarawe półki. Stąd jasne ściany. I pewna pusta przestrzeń, gdzie owo światło mogłoby troszkę podziałać.

Tak, Norwegowie lubią przestrzeń. Nie znajdziemy tu naćkanych gdzie tylko się da mebli, romantycznych regałów obciążonych setkami książek – atmosferę urokliwego rozgardiaszu zostawmy południowcom. Tutaj ma być schludnie, czysto i – no właśnie – z dużą dozą przestrzeni. Często zupełnie pustej.

Gdzieniegdzie na ścianach wiszące dywany. Czasem obrazy. To zimny kraj. Białe, nagie ściany mogłyby sprawiać wrażenie wychłodzenia. To dobre dla Greków. Tutaj, na dalekiej północy trzeba się ogrzać. Sprawić wrażenie ciepłoty. Stąd te gustowne – ulokowane z dużym wyczuciem – naścienne ozdobniki.

Stoły? A jakże! Drewniane. Najlepiej możliwie długie. Zapełnią dużą przestrzeń. A ponadto sprawią, że – nie lubiący naruszania swojej prywatnej i osobistej strefy komfortu chłodni Skandynawowie – będą mieli zupełną swobodę podczas spożywania posiłków w większym rodzinnym gronie.

A zatem: co z tak zaaranżowanego norweskiego domu możemy zaadaptować do siebie? Na pewno pewną, stojącą na bardzo wysokim poziomie, schludność. Nie sposób także nie zauważyć tu dalece zaawansowanego planowania przestrzennego. To rzeczywiście wydaje się mieć sens. No i wreszcie: ta jasność. Oj, jest się czego uczyć. Z samą korzyścią dla nas.

Autor: Stefan Czerniecki
www.czerniecki.net

 
Ta strona korzysta z plików Cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w zakładce Polityka prywatności