• Twój koszyk
  • Koszyk pusty
do koszyka

Po latynosku – znaczy z przestrzenią!

Po latynosku – znaczy z przestrzenią!
 

Zabłądzić w zaułku la Boca i niby przypadkiem popatrzeć przez chwilę na nienaganną linię bioder tancerki tango. Czasem może nawet zgodzić się na taniec. Nawet ten pozorowany. To w końcu światowa stolica tango. Przyjrzeć się charakterystycznym, blaszanym, kolorowym dachom. Skosztować przepysznej wołowiny, grillowanej z niewysłowionym pietyzmem.

Przysiąść z La Gazeta de Buenos Aires przy białym, metalowym stoliku na yerba matę. Znaleźć jakąś ustronną ławkę w cieniu. Poobserwować, jak dzieci wabią chrupkami gołębie, a ich babcie przyglądają się temu z politowaniem, ale i niekłamanym zachwytem połączonym z westchnieniem za swoją młodością. Zajść do jednej z niezliczonych kawiarni na pyszne cappuccino. To przecież tutaj starsi panowie grają w szachy. Obok jakaś dwójka przekrzykuje się przy filiżance kawy, że Peron to był ktoś. A troskliwe żony tylko pobłażliwie nań spoglądają, sprawdzając jednocześnie, czy staremu nie brakuje już yerby czy zimnego piwa. W rogu nieśmiały młodzieniec bije się z myślami, jakby tu zagadać do siedzącej samotnie dziewczyny. I tylko leżący w przejściu pies wydaje się nie mieć żadnej roli w tej scence. Leniwie mruży oczy do słońca. Do takiego, może nieco wyidealizowanego w przekazie, Buenos Aires każdy chciałby zawitać.

Można by więc zastanowić się, jak żyje się w takiej rzeczywistości. Jak to jest być prawdziwym porteños (tak samych siebie nazywają mieszkańcy stolicy Argentyny)? Jak urządzić swój dom, swoje mieszkanie, żyjąc w gorącym i rozbuchanym namiętnościami Buenos?

Zanim odpowiedzmy na to pytanie, dobrze byłoby uzmysłowić sobie dwie sprawy. Dwie rzeczy, które w Argentynie kocha się wyjątkowo. To: futbol oraz dobry stek. Piłkę ogląda się najlepiej w grupie. Podobnie jak dobrze jest razem podsmażyć na grillu krwistą wołowinę. Gdy już to wiemy, łatwiej nam wyobrazić sobie klasyczny wystrój domu porteños.

Pusto i nieskomplikowanie

Obowiązkowo zatem musi być dużo wolnej przestrzeni. Najlepiej, żeby był ogród. Bo w nim – wiadomo – idealnie wpasuje się grill. Jak nie ma, można do tego wykorzystać dach. Takie rzeczy tylko w Buenos!

Przestrzeń również w salonie. Choćby do wspólnego oglądania meczu. A przynajmniej na przeciągające się wieczerzowanie, które rozpoczęliśmy w ogrodzie, a kończymy w salonie. Podłoga? Wcale niekoniecznie klepka czy drewno. Bez sensu, zniszczy się od butów. Porteños zadowolą się chłodną imitacją kafelków – u nas znanej wyłącznie z większych łazienek. Pod sufitem delikatnie szeleszczący wentylator. Pamiętajmy, że tu jednak bywa naprawdę ciepło.

Co jeszcze? Latynosi lubią stare meble. Dobrze więc, gdy w salonie stanie stary drewniany stół. Na ścianie jakiś płócienny obraz. Troszkę jak u ceniących tradycyjny wystrój wnętrz ludzi w Polsce. W oknach na pewno firanki. Dlaczego? Tutaj powód jest bardziej prozaiczny. Chodzi o wszędobylskie kraty – owoc coraz bardziej licznych włamań w stolicy Argentyny. Firanki choć troszkę ukryją wstydliwy element obecny w praktycznie każdym oknie argentyńskich domostw.

Kolejny punkt to oszczędność w formie. Wystarczy przejść się do łazienki jednego z mieszkań w Buenos Aires. Elementów nie za wiele. Raczej skromnie. Raczej oszczędnie. Porteños nie lubią komplikacji.

Autor: Stefan Czerniecki

 
Strona przechowuje oraz uzyskuje dostęp do informacji już przechowywanej w urządzeniu użytkownika wykorzystując mechanizm plików Cookies w celu zapewnienia jej prawidłowego działania, w celach analitycznych i statystycznych. Akceptacja lub brak zgody na wykorzystanie plików Cookies odbywa się za pomocą przeglądarki. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić w przeglądarce ustawienia dotyczące plików cookies. Więcej informacji znajdziesz w Polityce prywatności i cookies. Klikając "Akceptuję" lub korzystając dalej z serwisu, wyrażają Państwo zgodę na Politykę Prywatności i Cookie Grupy Chrobry.