• Twój koszyk
  • Koszyk pusty
do koszyka

Bezpretensjonalny wystrój w „najpiękniejszej wiosce świata”

Bezpretensjonalny wystrój w „najpiękniejszej wiosce świata”
 

Idzie niewiele wolniej ode mnie. Nieco zgarbiony. Z rozpiętą jasną ubłoconą koszulą luźno opadającą mu na pośladki. Idzie boso. Spocone włosy przykrywają mu twarz. Jest niezwykle skupiony. Wielka drewniana belka, którą niesie na lewym barku, w każdej chwili z powodzeniem mogłaby zmiażdżyć mu stopę. A stroma ścieżka ma ku temu wybitne zadatki. Nie będę go wymijać. Różnie mogłoby się to zakończyć. Zresztą, Idzie tam, gdzie i ja. Stąd przecież nie ma innej drogi.

Zieleń otaczających nas zewsząd liści mieni się w coraz odważniej poczynających sobie promieniach. Czuć woń okolicznych kwiatów. Dostrzegam kolejnego tragarza – tym razem podążającego się w przeciwnym do nas kierunku. Zamiast drewnianej belki dźwiga na plecach jakieś worki. Można by rzec: lokalna spedycja w pełni. „Najcudniejsza wioska świata” też musi mieć swoje zaopatrzenie. A że nie prowadzi do niej absolutnie żadna inna droga prócz tej ścieżki, to… To pozostają własne plecy.

Tak wygląda trasa do Batad. Filipińskiej wioseczki ulokowanej pomiędzy zielonymi tarasami ryżowymi. Przez samych jej mieszkańców nazywana „najpiękniejszą osadą świata”. Wiele w tym prawdy.

Batad to faktycznie cudowna osada z bajki. Co de facto działa na jej niezwykłość? Z pewnością otoczenie. Ale to nie wszystko. Nie byłoby tego piękna, gdyby nie tutejsze domy. Nawiązujące formą i tworzywem do otoczenia. Domy z drewna i suszonej gliny. Materiału przetransportowanego w to miejsce przez lokalnych tragarzy. Niosących belki na ramionach. Dźwigających worki kamieni na swoich umięśnionych barkach.

Trudno spodziewać się, aby wnętrza tak zbudowanych domów były wyjątkowo bogate. Aby panował w nich nowoczesny „desing”. Zajrzyjmy jednak. Tak z ciekawości. Może coś nas zainspiruje.

We wnętrzach chat panuje raczej półmrok. W ścianach widać niewielkie otwory okienne. Sporo tu podwieszanych tarasów, balkonów. Na które prowadzą zwykle wąskie drewniane schody. W środku prostota. Drewniana podłoga z bali. Drewniane słupy podtrzymujące konstrukcję i dach. Kamienny piec w kącie sieni.

W chatach widać też elementy nawiązujące do tradycji mieszkającego w Batad filipińskiego plemienia Ifugao. Drewniane figurki. Wysuszone kości zwierząt, czaszki. Tradycja przemieszana z tutejszą duchowością. Pomimo że wśród współczesnych Ifugao większość to katolicy, w Batad nadal mieszka i działa pięciu szamanów.

Część domów stoi na podwyższeniach. Wszystko ze względu na powszechną wilgoć oraz wszechobecne tarasy ryzowe. Te potrzebują wody. Najlepiej przynajmniej kilkunastu centymetrów zanurzenia. Domy stoją więc albo na okolicznych zboczach, albo na specjalnych konstrukcjach. Wszystko to składa się na obraz współczesnej Nibylandii.

Filipińskiej Nibylandii z delikatną strużką dymu wydobywającą się z co poniektórych chat. Ze spokojem. Z wielkim, niewysłowionym spokojem. Mijam spadzisty szałas. W środku siedzący w kucki pan rzeźbi figurkę. Ze skupienia aż przygryza język. Dopiero po kilku chwilach dostrzega, że się mu przyglądam.

– O, dzień dobry! – wita mnie bezpretensjonalne, pogodne oblicze filipińskiego chłopa. Nie namawiające do wejścia, nie znające głośnych twarzy ulicznych przekupni wielkiej Manili. Nie zapraszające do obejrzenia swoich dzieł. Po prostu je wyrabiające. W blasku porannego brzasku. Nad zielonymi tarasami Ifugao.

Główka rytowanej przez niego figurki jest już prawie gotowa. Zadowolony z siebie rzeźbiarz odkłada dzieło na półkę.

– A pan słyszał, że to najcudniejsza wioska świata?

Autor: Stefan Czerniecki
www.czerniecki.net

 
Ta strona korzysta z plików Cookie zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w zakładce Polityka prywatności